Jest piękny letni dzień, słońce wesoło przygrzewa promieniami. Minęło kilka lat od zakończenia Wojny Tytanów i użycia Dudnienia przez Erena. Wszystko powoli wraca do normy, pokusiłabym się nawet o określenie tych czasów mianem "radosne". Ludzie ponownie zaczęli się dogadywać i szanować - nawet Erena! - i chociaż nasz świat jest prawie całkowicie zdewastowany, to jednak wciąż są miejsca nietknięte przez Dudnienie. W jednym z takich miejsc Eren i jego ekipa z czasów Wojny założyła główną bazę operacyjną, a ja zdecydowałam się zamieszkać razem z nimi, tak jak kiedyś, przed Wojną. To miejsce nazywa się Alejkami z racji tego, że przed zniszczeniem świata było niewielkim parkiem, na którym dominowała plątanina ścieżek, pomiędzy którymi rosły nieliczne krzewy i drzewa. Park to w zasadzie za dużo powiedziane - to raczej teren zielony z wplecionymi weń asfaltowymi chodniczkami.

Eren zbudował dla nas piękny dom z tego, co udało mu się znaleźć w okolicy. Przypomina on trochę wielką dwupiętrową szopę, której pierwsze piętro jest z jednej strony całkowicie przeszklone, przez co trochę przypomina ściany w szklarni... cóż, w zasadzie to są ściany z jakiejś szklarni. Nie mamy do dyspozycji tyle materiałów co kiedyś, więc korzystamy z tego, co uda nam się znaleźć. Nie wiem, co znajduje się na parterze, ale my z Mikasą i resztą mieszkamy na górze. Wejście jest trochę problematyczne, bo na górę można się dostać tylko przez niewielki otwór wejściowy, do którego prowadzi wąska stalowa drabinka o niesamowitej liczbie cieniutkich szczebelków - chyba była projektowana dla dużego kota, a nie człowieka - ale ja wciąż jestem mała i jakoś się tam mieszczę. I wiecie co? Wcale się nie boję, że spadnę podczas wchodzenia, bo jestem nie tylko mała, ale też szybka i zwinna! Drabinkę można wciągnąć na górę na wypadek ataku, ale tak naprawdę to nikt nigdy nas nie zaatakował, bo to miłe i spokojne czasy, więc ten nieszczęsny zestaw szczebli po prostu stoi w tym samym miejscu od lat i powoli zarasta rdzą, pyłem i mchem.

- Historia, a dokąd to tak pędzisz?

- Na spacer!

- Tylko pamiętaj, żeby nie oddalać się od obozu, bo inaczej Eren mnie zabije.

To trochę denerwujące, kiedy wszyscy traktują cię jak dziecko, ale takie już są uroki bycia dzieckiem. Pobiegłam alejką przed siebie delektując się słońcem i ciepłem. Po drodze zerwałam kilka różnokolorowych kwiatów i wplotłam je sobie we włosy. Nie myślałam o tym, żeby dobiec w jakieś konkretne miejsce; po prostu delektowałam się wykonywaniem samej czynności biegu. Znam Alejki na wylot, bo Eren nie pozwala mi wychodzić poza ich obszar. Podobno na zewnątrz wciąż jest niebezpiecznie...

Nagle spostrzegłam motyla kręcącego się wokół kwiatów. Niestety, aparat fotograficzny został w szopie na piętrze, więc czym prędzej pobiegłam z powrotem mając nadzieję, że motyl będzie tu jeszcze siedział, gdy wrócę z aparatem. Wdrapałam się na drabinkę trzema potężnymi susami, przebiegłam przez ciasny korytarz do swojego przeszklonego pokoju i pogmerałam w skrzyni ze znalezionymi rzeczami. Czasami znajdę jakiś fajny, działający rupieć sprzed Wojny. Właśnie w ten sposób zdobyłam swój pierwszy (i jak dotąd jedyny) aparat fotograficzny - zwykłe, niepozorne, drewniane pudełko z zamontowaną na górze dużą metalową kopułą z żarówką pozwalającą na wytwarzanie rozbłysków światła.

Motyl był dokładnie w tym samym miejscu, w którym do zostawiłam. Zrobiłam mu zdjęcie, gdy spijał z kwiatu nektar - wyszło idealne.

- Kto jest moim maluchniutkim motyleczkiem? No kto? Ty, moje malutkie kochanie! - powiedziałam do niego pieszczotliwie. Niestety, spostrzegli to jacyś ludzie przechodzący obok Alejek i zaczęli się ze mnie wyśmiewać i pokazywać na mnie palcami. Nie przeszkadzało mi to, niech mówią sobie, co chcą. Miałam już zdjęcie motyla, więc zawróciłam do szopy, by pokazać je Erenowi.

- Eren? Nie ma go, przed chwilą poleciał razem z Mikasą i Arminem na misję... - poinformował mnie Jean. Spojrzałam w górę i dostrzegłam jego sylwetkę szybko niknącą na niebie. Wyglądał trochę jak ten niepozorny haker z Matrixa w ostatniej scenie pierwszej części.

- Znowu?! A kiedy wezmą MNIE ze sobą?!

- Uch, za mała jesteś na misje... nie umiesz jeszcze sama latać, no i nie masz też skrzydeł, które uniosłyby cię w górę bez posiadania odpowiednich umiejętności...

- Wkurza mnie, że wszyscy traktujecie mnie jak dziecko!

- Eee... no tak... słuchaj, Eren się na mnie wścieknie, ale mogę ci sprzedać skrzydła za, powiedzmy... 11 kawałków kości Pierwotnego. Wtedy będziesz mogła za nim polecieć.

- Mam tylko 3 kawałki...

- Przykro mi, normalnie skrzydła chodzą po 40 kawałków. I tak robię ci wielką przysługę. To jak będzie?

- ... - odpowiedziałam mu coś, ale nie pamiętam już, co...